Shop More Submit  Join Login
×

:iconhermithehusky: More from HermiTheHusky


More from deviantART



Details

Submitted on
April 21, 2013
File Size
53.7 KB
Link
Thumb

Stats

Views
109
Favourites
4 (who?)
Comments
58
×
ROZDZIAŁ I

Oczami Heather:

To był zwyczajny poranek. Było około godziny ósmej. Dzieciaki i młodzież, czyli w tym i ja powinniśmy już być w szkole i słuchać paplaniny nauczyciela. Gdyby to nie były wakacje! Szczerze mówiąc, uwielbiam mieć wolne od szkoły, mam więcej czasu na "swoje" zajęcia. Niby w wakacje jest czas, by się wreszcie wyspać (jak się siedzi do trzeciej w nocy i gra na konsoli, a potem wstaje o siódmej...pewnie znacie to uczucie), ale ja to już od piątej spać nie mogę, bo jakieś dzieciaki biegają po dzielnicy i wydzierają się! Jak tu spać w takich warunkach?! Dobra, muszę się ogarnąć i przejść do rzeczy...No tak, nawet się nie przedstawiłam! Nazywam się Heather Tanevris, mam 14 lat i jestem zwykłą dziewczyną mieszkającą w zwykłym mieście...Tak, te dwa ostatnie to kłamstwa. Jestem w połowie duchem, tak jak mój przyjaciel, a w mieście spotykane przynajmniej raz w tygodniu duchy to już normalka...nawet zwyczajni ludzie już je widywali. W całym mieście jest nas tylko czwórka (licząc dorosłych będzie siódemka) i dwa zwierzaki, które wiedzą co zrobić a nie wrzeszczą i uciekają, gdy zobaczą jakiś cień na ścianie lub latający toster...Łatwo mnie rozpoznać, nawet z daleka, mam dość długie brązowe włosy, zazwyczaj mam na sobie ulubioną niebieską bluzkę i bojówki moro, zawsze mam też przewiązaną w pasie bluzę dresową. Moją charakterystyczną cechą są dwa pasemka na grzywce, czerwone i żółte, mam je nawet po przemianie, tylko tyle, że zmieniają kolory na przeciwne, zielony i fioletowy. Gdzie można mnie spotkać, jeśli aktualnie nie jestem w szkole albo nie łapię jakiegoś ducha? W skateparku, centrum handlowym lub na basenie, najczęściej z przyjaciółmi. I nadal nie przeszłam do tematu, jak to ja. Dobra, to jedziemy z tym koksem.
____________________________________________________________________________
W średniej wielkości domu na przedmieściach rudowłosa kobieta stała przy elektryczno-gazowej kuchence, w jednej ręce trzymając patelnię z jajecznicą,  drugą zaś próbując posmarować kromkę chleba masłem. Na parapecie okna siedział czarny kotek, jego dwukolorowe oczy odbijały się w szybie.
-Heather! Zejdź na śniadanie!-krzyknęła dwudziestolatka, nakładając jajecznicę na talerz
-Już idę no!-odezwał się głos z piętra domu, mój głos. Siedziałam w pokoju z Kirą, moim duch-psem. (Kira jest rasowym border collie, ma nawet rodowód. Mam ją już od dziewięciu lat, w tym od sześciu jest duchem...resztę potem) Nie siedziałam, tylko klęczałam między szafą z ubraniami a dużą torbą. Przerzucałam wymięte koszulki, spodnie i tym podobne ciuchy z jednego do drugiego. Spytacie pewnie, dlaczego? Gdyż jadę na letni obóz na dwa tygodnie. I to nie na taki ludzki obóz, ale na obóz dla różnych nie-ludzkich istot, czyli na przykład dla czarodziei, wampirów, zwierzołaków, duchów, demonów, aniołów i innych tam stworzeń "magicznych" jak to niektórzy nazywają. Oczywiście ludzie też tam będą, ale tacy bardziej obeznani z "nami". Musiałam jeszcze tylko ciuchy spakować, bo sprzęt, do łapania duchów oczywiście, i różne ważne rzeczy schowałam już wczoraj.
-Pośpiesz się, bo ci jajecznica wystygnie!-znów dobiegł mnie krzyk Rachelli, mojej kuzynki. Mieszkam z nią od kiedy uciekłam od rodziców. Ale o tym później. Kontynuując, wrzuciłam jeszcze kilka par skarpet do torby, wyszłam z pokoju i pobiegłam stronę schodów.
-To co Kira, robimy zjazd?-powiedziałam do psa. Borderka kiwnęła głową i wyszczerzyła zęy w uśmiechu
-No więc...jedziemy!-wskoczyłam na poręcz schodów, trzymając się rękami jej krawędzi, by zbyt szybko nie "odjechać", Kira usiadła na mną i położyła mi łapy na ramionach. Podniosłam ręce do góry i zaczęłyśmy zjeżdżać. To jest o wiele szybszy i fajniejszy sposób na dotarcie na parter niż schodzenie po schodach. Na końcu pochyliłam się do przodu, zeskoczyłam na dywan, a Kira odbiła się od moich pleców, zrobiła fikołka w powietrzu i wylądowała jakiś metr przede mną. Rachella wyjrzała z kuchni i popatrzyła na nas.
-A wy znowu po poręczy zjeżdżacie? No dobra, nie zabronię wam, ale jak wpadniecie na ścianę, to nie mówcie, że nie ostrzegałam-powiedziała, po czym uśmiechnęła się - Chodźcie jeść, bo się spóźnicie.
Wstałam i poszłam do kuchni, a Kira podreptała za mną. Usiadłam przy stole i chciałam zacząć jeść, ale...
-Gdzie jest mój widelec?-rozejrzałam się po stole, po czym spojrzałam na kota - Ferrair...wiem, że to twoja sprawka...
-Czas reakcji...trzy sekundy-powiedział kot, patrząc na zegarek. Tak, i on i Kira potrafią mówić. I oba to duchy. Jest jeszcze kilka podobieństw między nimi, ale nie będę znowu odbiegać od tematu.
-Masz-kontynuował Ferrair i przeskoczył na stół z widelcem w pyszczku, oddał mi go i wrócił na swoje miejsce
-Dzięki-no, nareszcie mogłam zacząć jeść. Rachella usiadła na przeciwko i wzięła się za swoje śniadanie. Chwilę potem rozpoczęła rozmowę:
-I co? Cieszysz się, że jedziesz?
-No...a czemu nie miałabym się cieszyć? Będzie fajnie.
-Ja myślę, że będzie, a jak nie, to złożę reklamację-po tym wszyscy się roześmialiśmy
-Tylko...nie chcę zostawiać przyjaciół...-kontynuowałam
-To tylko dwa tygodnie, będziecie mieć jeszcze całe wakacje dla siebie. Zobaczysz, szybko to minie. Na stówę poznasz tam kogoś, z kim się zaprzyjaźnisz.
-Nom. I mam pewność, że nie będzie tam głupich plastików. Wiesz, "ciuchy, buty, makijaż i chłopaki"...jak mnie to wkurza...
-A myślałaś, że mnie nie? No cóż, niewielu ludzi na świecie jest w miarę normalnych...i inteligentnych.
-Właśnie. My jesteśmy inteligentni, ale nie powiedziałabym, że normalni-powiedziałam i znów po domu poniósł się nasz śmiech. Rachella spojrzała na zegarek
-Już późno. Spakowana?
-Tak, tylko jeszcze kilka rzeczy.
-Okej, kończ śniadanie, a ja już zaniosę wszystko do samochodu. Aha, i spakuj sobie te słodycze i napoje, żebyś miała coś na drogę i żeby mieć potem w pokoju-powiedziała rudowłosa, wstała od stołu i poszła na górę. Dokończyłam jeść, wzięłam talerze, włożyłam je do zlewu i podeszłam do niewielkiej szafki. Otworzyłam ją i wyjęłam ze środka kilka paczek żelków, butelkę oranżady, dwie paczki chipsów, czekoladę, puszkę solonych orzeszków, wodę mineralną i bitą śmietanę (oj tak, kocham bitą śmietanę), poszłam do salonu, podniosłam ozdobioną koralikami torbę i wróciłam do kuchni, po czym schowałam do niej jedzenie (jak to się tam zmieściło, to nie wiem...). Zabrałam torbę ze sobą i ruszyłam na górę a zwierzaki pobiegły za mną. Weszłam do pokoju, schowałam jeszcze szkicownik, piłkę Kiry i  do torby i zeszłam z nią na dół. Rachella wyniosła już wszystko, została tylko niewielka torba z najważniejszymi rzeczami. Wyszłam przed dom i skierowałam się w stronę śliwkowego jeepa stojącego przed garażem. Rachella była już w środku. Otworzyłam drzwi i usiadłam na tylnym siedzeniu. Kira wskoczyła obok mnie, a Ferrair na ramię rudowłosej.
-No to jedziemy-powiedziała kuzynka i odpaliła samochód, po chwili ruszyliśmy. Spojrzałam przez okno, lubiłam to robić. Po kilku minutach jazdy, mijania sklepów i domów, już w mieście, zatrzymałyśmy się, i to nie na światłach.
-Co jest?-zapytałam
-Spójrz przez okno
-Patrzę...i co? Nic takiego...
-Przez DRUGIE okno
Odwróciłam głowę i zobaczyłam to, o czym mówiła Rachella. Zobaczyłam ich...moi przyjaciele stali na chodniku i machali w moją stronę. Uśmiechnęłam się, otworzyłam drzwi i pobiegłam do nich.
-Tak się cieszę, że was widzę...-zawołałam i przytuliłam każdego po kolei (po przyjacielsku oczywiście, co żeście sobie myśleli, co?!)-Myślałam, że was zobaczę dopiero po powrocie
-No jak to? Nie puścilibyśmy cię na ten obóz bez pożegnania-powiedział jeden chłopak
-Chętnie pojechalibyśmy z tobą, ale starzy nas nie puszczą...moi na pewno nie...-odezwała się jedyna poza mną obecna tu dziewczyna (jedna z niewielu normalnych, które są w naszym mieście...normalnych, w sensie "nie plastików")
-Moi też nie...no niestety...Baw się dobrze-rzekł drugi chłopak
-Dzięki. Będzie mi was brakować, ale to tylko dwa tygodnie, wkrótce się zobaczymy. Będę dzwonić-uśmiechnęłam się do nich i wróciłam do samochodu
-Pożegnaliście się to możemy jechać-powiedziała Rachella i pojechałyśmy dalej, ja wciąż machałam ręką (a Kira łapą) do przyjaciół, aż zniknęli za zakrętem.
____________________________________________________________________________
Rudowłosa zaparkowała na dużym, żwirowym placu kilkanaście kilometrów za miastem. Stało tam jeszcze kilka samochodów. Obok nich kręciły się różni ludzie i nie tylko, niektórzy rozmawiali, inni wypakowywali walizki. Niektórzy mieli pupili. Udało mi się dostrzec gargulca, młodego smoka, sokoła, szczeniaka trójgłowego psa, kilka kotów i psów, pegaza i nawet małego demona. Wysiedliśmy z samochodu i od razu poczułam, że jest potwornie gorąco. Było pewnie ze trzydzieści stopni!
-Matko...ale upał...-powiedział Ferrair, wachlując się łapą
-Mnie to mówisz? Ja mam dłuższą sierść-odrzekła Kira dysząc
-Dobra, teraz trzeba znaleźć ten autokar-wtrąciła Rachella, rozglądając się i przysłaniając sobie oczy ręka przed słońcem.-Och, tam jest-powiedziała po chwili, wskazując na duży, srebrny pojazd niedaleko nas. Ruszyliśmy tam, mieszając się w tłum innych uczestników obozu i ich rodzin. Stanęłam w kolejce przed wejściem. Przede mną stał jakiś anioł (jego skrzydła zasłaniały mi prawie całe pole widzenia), a za mną niższa ode mnie o głowę dziewczynka, za to z długimi, króliczymi uszami. Wreszcie po około piętnastu minutach przyszła kolej na mnie. Zobaczyłam chłopaka, niewiele wyższego ode mnie z jakąś listą w rękach. Spojrzał na mnie i zmierzył mnie wzrokiem.
-Imię i nazwisko?-zapytał znudzonym głosem
-Heather Tanevris-odpowiedziałam
-Wiek?
-14 lat.
-Rasa?
-Pół-duch, dawniej człowiek. Moc zdobyta. (może być zdobyta lub odziedziczona, to drugie rzadziej spotykane, chociaż i tak same pół-duchy są bardzo rzadkie)
-Od kiedy moc? Kontrola nad przemianą?
-Od czterech lat. Pełna kontrola.
-Zademonstruj jakąś umiejętność.
Odsunęłam się na bok. Po chwili otoczyła mnie spirala jasnoniebieskiego światła. Zgasła a ja byłam już duchem. Chcecie wiedzieć, jak wtedy wyglądam? Otóż mam długie do pasa białe włosy, z trzema pasami innych kolorów: czarne na końcach, przechodzące potem w fioletowe, w zielone i dalej już białe. Grzywka ze zmienionym kolorem pasemek zakrywa mi prawe oko (prawie pół twarzy, tak po ukosie). Na sobie mam białą bluzkę na ramiączkach z nadrukiem w kształcie litery H (od mojego imienia jakby ktoś nie wiedział), szorty ze wzorem moro, rękawiczki bez palców i glany. Na szyi noszę wisiorek ze szmaragdem, na prawej ręce dwie złote bransoletki. Pod lewym okiem łatwo zobaczyć niewielki tatuaż przypominający rozwidlony liść. Wróciłam przed chłopaka.
-Jeżeli to jeszcze nie wystarcza to...-spojrzałam na niebo. Zobaczyłam lecącego gołębia. Wyciągnęłam w jego kierunku rękę, z której wystrzelił zielony promień, trafiając ptaka, który zdezorientowany wykonał jakąś akrobację w powietrzu i spadł na ziemię. Usłyszałam ciche brawa, teksty typu "Jej, ona to ma cela" i tym podobne.
-Dobrze...tyle może być-odpowiedział chłopak z listą, lekko zszokowany
-Jakieś zwierzęta?
-Tak. Duch-pies, suczka, rasa border collie. Kira!
Przybiegła zaraz po tym, jak ją zawołałam. Chłopak spojrzał na nią, zanotował coś i kontynuował.
-Potrafi mówić?
-Tak-odrzekła Kira
-Dobrze...To tyle...Następny-zawołał i podeszła do niego dziewczynka z króliczymi uszami. Ja przemieniłam się z powrotem w człowieka i wróciłam do Rachelli.
-Już załatwione, mogę wchodzić.
-Okej. Zaniosę jeszcze twoje bagaże-odpowiedziała, podniosła torby, które wypakowała w czasie, gdy ja stałam w kolejce do "sprawdzenia" i ruszyła w stronę faceta pakującego walizki do schowka w autokarze. Po chwili wróciła do mnie.
-Okej...no to pa-przytuliła mnie
-No...tylko...nie...duś...mnie!
-Oj, sory-puściła mnie i uśmiechnęła się-Idź, bo nie będzie już wolnych miejsc, albo będziesz musiała siedzieć obok jakiegoś debila-zaśmiałyśmy się
-Pa Ferrair-pogłaskałam kota i poszłam w stronę wejścia.
-To na razie, nie?-powiedziała Kira
-Nom...ale może jutro spotkamy się w parku...wiesz gdzie-odrzekł Ferrair i mrugnął do niej. Borderka odbiegła i dogoniła mnie.
Wsiadłam do środka i rozejrzałam się. Jest! Dwa wolne miejsca obok siebie. Usiadłam przy oknie i pomachałam do kuzynki. Kira położyła się na podłodze pod drugim siedzeniem, na którym na razie postawiłam torbę z jedzeniem i mniejszą torebkę, między innymi ze szkicowniko-pamiętniko-albumem, którego strzegę jak oka w głowie. Wyjęłam telefon z torebki, podłączyłam do niego słuchawki, włożyłam je do uszu i włączyłam muzykę. Oparłam głowę o szybę i przymknęłam oczy, wsłuchując się w słowa piosenki...Nie dostrzegłam nawet, że ktoś się do mnie zbliżył...
-Mogę tutaj usiąść?-zapytał ktoś głośno. Otworzyłam oczy i wyjęłam słuchawkę z ucha. W pierwszej chwili zobaczyłam Kirę i usłyszałam jej warczenie, potem spojrzałam wyżej i dostrzegłam dziewczynę. Miała czarne włosy z białymi końcówkami i szmaragdowe oczy, na jej ramieniu siedział mały smok, a za nią stał wilk.
-Jasne-powiedziałam i zabrałam swoje rzeczy z siedzenia. Kira, widząc moje zachowanie względem czarnowłosej uspokoiła się i popatrzyła na nią, lekko przekrzywiając głowę. Chwilę potem kierowca autokaru zwrócił się w naszą stronę i zaczął mówić:
-Jak widzę, wszyscy już dotarli i usiedli na miejscach, więc powinniśmy wyjechać bez żadnych opóźnień. Jednak musimy ustalić sobie, co można a czego nie można robić podczas jazdy. Możecie jeść, pić, rozmawiać ze sobą, byle nie za głośno, grać, czytać i tak dalej. Zabronione jest latanie bądź lewitowanie, spacerowanie po autokarze podczas jazdy, rzucanie przedmiotami, przeklinanie, hałasowanie, prezentowanie umiejętności na kimś lub w sposób, który mógłby zakłócać moją pracę oraz inne tego typu zachowania. Mam nadzieję, że się dostosujecie do tego i nie będę musiał nikomu zwracać uwagi. To tyle z mojej strony, dziękuję. Życzę przyjemnej jazdy.
Po tej przemowie wrócił na swoje miejsce za kierownicą i po chwili ruszyliśmy. Kira wskoczyła mi na kolana, by razem ze mną pomachać Rachelli i Ferrairowi. Kiedy wjechaliśmy na drogę i oddaliliśmy się od żwirowego placu, postanowiłam porozmawiać z dziewczyną siedzącą obok.
-Ty też na ten obóz, co?
-Niestety...-westchnęła czarnowłosa.
-Czemu "niestety"? Nie lubisz wyjazdów za miasto, gdzieś w plener?
-Boję się, że moi przyjaciele nie poradzą sobie sami...
-Moi raczej sobie poradzą...przecież radzili sobie zanim mnie poznali...
-No okej...Ja znam Babet od urodzenia...Aleksa też. Bezpieczniej mieszkać ze Smokiem niż zostać we dwójkę, nie?-dziewczyna spojrzała tępo przed siebie.
-Ze Smokiem?-zapytałam lekko zdziwiona-Mówisz o tym małym, czy o jakimś innym?-wskazałam na smoka siedzącego jej na ramieniu
-Mówię o sobie...Jestem Smokokrevitis...
-Serio? Ale super...możesz zmieniać się w smoka...
-A ty czym jesteś?
-Ja jestem pół-duchem, czyli człowiekiem z mocą ducha.
-Też masz fajnie. Możesz się przemieniać?
-No jasne, że mogę. Na obozie na pewno nieraz zobaczysz mnie jako ducha.
-Myślisz, że będzie ciekawie na tym obozie?
-Na stówę. Sprawdzałam w internecie plan i oprócz zajęć i treningów mamy mieć wycieczki do lasu lub w góry, konkursy sprawnościowe, dyskotekę, projekcje filmów wieczorami, wypady w miasto, ogniska...
-Ja za to czytałam, co mają w ofercie hotelu. Wiesz co? Oni mają tam basen, ba, cały aquapark ze zjeżdżalniami i jacuzzi, duże boisko, kort tenisowy, halę sportową, park linowy, plac zabaw, bibliotekę, małe kino...jest gdzie iść.
-Ta...jedno jest pewne: nie będziemy się nudzić. Oh, nawet się nie przedstawiłam. Nazywam się Heather Tanveris, a to jest Kira-wskazałam na psa
-Ja jestem Marissa Black, możesz mi mówić Maska. To są Elwiria i Griffin lub inaczej Ogniopluj-powiedziała czarnowłosa i pokazała kolejno zwierzaki
-Znasz stąd kogoś?
-Nie, a ty?
-Też nie. Może...jak przyjedziemy na miejsce, zapytamy, czy możemy mieć razem pokój...co ty na to?
-Możemy mieć razem, oczywiście-odpowiedziała i uśmiechnęła się
Rozmawiałyśmy tak jeszcze przez jakiś czas. A co się działo w autokarze? No właśnie, o tym trzeba napisać. Dwóch chłopaków z kozimi rogami przed nami grali w karty z dziewczyną z równoległego rzędu siedzeń, za nami siedział bawiący się kolorowymi ognikami czarodziej i przyglądający się temu wampir, gdzieś z przodu dwie elfki rozmawiały ze sobą w innym języku, na samym końcu siedział centaur (na trzech krzesłach) rozwiązujący krzyżówkę i wilkołaczka czytająca książkę, którą jej kot próbował jej zabrać, pomiędzy krzesłami umykał biały szczur goniony przez małego cerbera, niedaleko nas kłóciły się dwa demony, wodny i ognisty, ktoś dyndał na suficie, ktoś inny żonglował monetami, pod sufitem śmigały kule energii i śnieżki, ktoś rozsypał chipsy i zwierzaki się na nie rzuciły (w tym Kira oraz pupile Marissy)...i te szaleństwa trwały przez kilka godzin. W końcu, około godziny piętnastej dotarliśmy na miejsce. Hotel znajdował się za jakimś dużym miastem, niedaleko wybrzeża. Wydawał się trochę za mały, by wszystko się w nim zmieściło. Ale po wejściu okazało się, że jednak magia może zdziałać dużo i jeszcze więcej. Zaraz po przydzieleniu pokoi (ja i Maska dostałyśmy pokój razem, jak chciałyśmy) i przeniesieniu do nich rzeczy zeszliśmy do dużej stołówki na obiad. Jeszcze tego samego dnia, wieczorem, podzielono nas na grupy i w tych oto grupach mieliśmy "spotkanie integracyjne". Mówiliśmy trochę o sobie, była demonstracja umiejętności...typowy pierwszy dzień na obozie. A reszta obozu...tak jak sobie wyobrażałam, cudownie! Rano, po śniadaniu mieliśmy dwugodzinne zajęcia, codziennie były inne, np. łucznictwo, wspinaczka, walka wręcz, potem był czas wolny do obiadu, mogliśmy siedzieć w pokojach lub gdzieś w hotelu albo niedaleko niego (np. w parku linowym), co drugi dzień w tym czasie organizowane były mini zawody lub jakieś konkursy, potem obiad, po obiedzie wyjście na dłużej, do lasu, w góry, nad jezioro, w miasto albo na plażę, po powrocie "odpoczynek", i tak nikt nie odpoczywał, tylko szaleli w pokojach, następnie godzinny trening umiejętności nadprzyrodzonych na boisku lub w hali sportowej, kolacja, powrót do pokoi, zazwyczaj później szliśmy oglądać film do sali kinowej, raz była dyskoteka, raz pojechaliśmy do miasta na paintball...W wolnych chwilach lubiłam zadzwonić do przyjaciół. Chciałam usłyszeć znajomy głos, chociażby przez kilka minut. choć byli daleko, ja czułam się, jakbyśmy byli razem. Dużo czasu spędzałam z Marissą, kręcąc się między regałami w bibliotece, szalejąc wspólnie ze zwierzakami po dworze, rozmawiając, pojedynkując się na moce, ścigając w powietrzu...Zdam okazję, zdarzało się, że wolałam pobyć sama, usiąść ze szkicownikiem na parapecie, poprzeglądać zdjęcia i wpisy w pamiętniku, ale rzadko miałam okazję, za dużo się działo. Było nawet lepiej, niż myślałam i aż tak bardzo nie tęskniłam za znajomymi osobami. Ale pod koniec obozu zdarzyło się coś dziwnego. Był to trzeci dzień przed wyjazdem. Po południu postanowiłam znowu do kogoś zadzwonić. Najpierw do Rachelli. Nikt nie odebrał. Zadzwoniłam jeszcze raz, to samo. Dlaczego nie odbiera? Na pewno nie zgubiła telefonu ani nigdzie nie zostawiła. Poza zasięgiem też nie jest, bo można się dodzwonić. Kiedy ja siedziałam na łóżku i zastanawiałam się, co mogło się stać, przyszła Marissa, najwyraźniej wróciła z biblioteki, miała ze sobą kilka książek. Postawiła je na małej szafce obok swojego łóżka, podeszła do mnie i usiadła obok.
-Hej, coś się stało?-zapytała
-Nie, nic...jednak tak, stało się. Rachella nie odbiera...dzwoniłam do niej dwa razy i nadal nic. Na pewno nigdzie nie zostawiła telefonu, bez niego nie ruszy się z domu...
-Może gdzieś zgubiła?
-Nie, nie ma takiej możliwości, by ona zgubiła telefon...
-Ukradli jej?
-Na pewno nie...
-Bateria rozładowana? Brak zasięgu?
-Nie. Ja mogę się dodzwonić tylko ona nie odbiera...boję się, że coś się jej stało...-zmieniłam pozycję, siadając na krawędzi łóżka i wlepiłam wzrok w podłogę
-Hm...może spróbuj zadzwonić do kogoś innego?-kontynuowała czarnowłosa
-No właśnie! Zadzwonię do swojego przyjaciela, może on i reszta wiedzą, co się stało!-nagle wyprostowałam się, sięgnęłam po telefon, wyszukałam w kontaktach jakiś numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Przyłożyłam komórkę do ucha i słuchałam...pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał...usłyszałam jakiś szum zamiast sygnału, być może ktoś odebrał.
-Halo?-zapytałam z nadzieją-Halo...halo, jesteś tam? Słyszysz mnie? Halo?!-odpowiadał mi tylko cichy szum. Rozłączyłam się i opuściłam rękę z telefonem na dół.
-Odebrał. Ktoś odebrał, ale nikogo nie słyszałam...
-To dziwne...Może coś, jakiś przedmiot spadł i nacisnął słuchawkę?-spytała Maska
-To akurat możliwe...tylko gdzie musiałby położyć ten telefon, żeby coś mogło na niego spaść? Eh...po prostu nie wiem, co się stało...-w oczach zaczęły mi się zbierać łzy, po chwili pociekły mi po policzkach. Wytarłam je rękawem bluzki.
-Spokojnie...trzeba myśleć pozytywnie-pocieszała mnie Marissa.
-I znów masz rację...nie będę się załamywać, to nie koniec świata-uśmiechnęłam się i wstałam z łóżka-Chodźmy gdzieś. Przy okazji poszukamy Kiry i Elwirii, pewnie znowu ganiają po dworze. Ruszyłam w stronę drzwi, czarnowłosa poszła za mną. Wiem, miałam chwilę słabości, naprawdę boję się, że coś mogło się złego wydarzyć, a nie znam kogoś, kto w takiej chwili zachowywałby się stuprocentowo normalnie i na luzie. Ale postanowiłam już dzisiaj się tym nie zamartwiać i wykorzystać jak najlepiej resztę dni obozu. Te trzy krótkie dni minęły szybko i miałam wrażenie, że dopiero co przyjechaliśmy, a już wracamy. Ostatni wieczór na wyjeździe spędziłam na balkonie z Kirą, wpatrując się w księżyc i przypominając sobie wszystko z tych dwóch tygodni. Następnego dnia rano skończyłyśmy pakować swoje rzeczy i zeszłyśmy z walizkami na śniadanie. Wyjechaliśmy zaraz po nim. Byłam bardzo zadowolona z obozu, widocznie reszta obozowiczów też. Podczas powrotu znowu były szaleństwa, ale ja nie brałam w nich udziału. Przez całą drogę niewiele rozmawiałam z Maską, tylko patrzyłam przez okno, opierając głowę o szybę i głaszcząc Kirę leżącą mi na kolanach. Dotyk jej miękkiej, długiej sierści i monotonny szum jadącego autokaru usypiał mnie. Jednak coś mnie niepokoiło. To samo, co wcześniej. Niepewność, obawa o przyjaciół i kuzynkę...W końcu po dwóch godzinach zasnęłam...
____________________________________________________________________________
Szłam ciemną ulicą, nieoświetloną przez latarnie. Szłam spokojnie, nie bałam się, choć byłam sama. Weszłam do jakiegoś domu, który wydawał mi się znajomy. Zeszłam po schodach na dół, jakby do piwnicy. Zatrzymałam się na środku. Zobaczyłam mały płomień w rogu pomieszczenia, jednak nie mogłam podejść bliżej, coś mi nie pozwalało się ruszyć. Ogień ogarniał pomieszczenie, a ja nie mogłam zrobić nawet kroku, stałam jak sparaliżowana. W końcu udało mi się poruszyć. Pobiegłam w stronę wejścia, zanim płomienie zablokowały przejście. Wyszłam na górę, tam byłam bezpieczna. Usłyszałam jakieś krzyki, tam, na dole. Odwróciłam się i podeszłam do drzwi, za które ogień się nie wydostawał, jakby coś go blokowało. Spojrzałam w dół schodów. Wśród płonących mebli, przedmiotów i urządzeń zobaczyłam kilka osób, dokładnie cztery. Próbowały ugasić ogień i wydostać się z tej pułapki, bezskutecznie. Wbiegłam do środka z myślą by im pomóc. Nic mi się nie działo, jakbym była niewrażliwa na płomienie...zeskoczyłam ze schodów i podbiegłam do grupy ludzi. Z bliska rozpoznałam, że to moi przyjaciele i Rachella...nie czekając, złapałam rudowłosą za rękę, ona złapała resztę i pobiegliśmy w stronę drzwi. Te jednak zatrzasnęły się tuż przede mną. Waliłam w nie z całej siły, na próżno. Usłyszałam czyjś śmiech. Odwróciłam się i zobaczyłam jakąś postać stojącą na dole. Wpatrywała się w nas z szyderczym uśmiechem. Chciałam zmienić się w ducha i użyć swojej mocy na drzwiach. Ale czułam się, jakbym w ogóle nie miała mocy...coś szarpnęło mnie do tyłu, przewróciłam się, Leżąc na podłodze zobaczyłam spadających na dół przyjaciół...
-Nieeeee!-krzyknęłam głośno
-Heather! Heather, co się dzieje?! Obudź się!-wołała przestraszona Marissa. Wyprostowałam się i otworzyłam oczy. Znów byłam w autokarze. Spojrzałam na dziewczynę ściskającą mnie za ramię.
-To...był...tylko...sen...-powiedziałam drżącym głosem-Tylko...głupi sen...-opadłam na oparcie fotela i zakryłam oczy dłonią, trzęsąc się lekko.
-No ja nie wiem, czy "tylko" sen...-zaczęła Kira-Krzyczałaś coś...
-Zdarza się...myślisz, że ty zawsze śpisz cicho i spokojnie?-odpowiedziałam
-Opowiedz, co się działo...jeżeli chcesz-powiedziała Maska
-Okej...szłam jakąś ulicą. Potem weszłam do domu, znałam ten dom...zeszłam na dół, a tam coś się zapaliło, wybuchł pożar. Najpierw nie mogłam się ruszyć, ale potem szybko uciekłam. Usłyszałam krzyki i wróciłam. Na dole byli moi przyjaciele i kuzynka. Chciałam ich uratować, ale drzwi się zatrzasnęły. Ktoś pojawił się za nami, nie widziałam jego twarzy. Przewróciłam się, a oni spadli na dół, prosto w stronę tego kogoś...
-Miałaś wcześniej już taki sen?
-Nie...jeszcze nigdy...może to przez to, że tak się przejmuję tym, że nie odbierają telefonów...
-Może...każdy miewa koszmary, często właśnie od przejmowania się czymś...
-A ty...też masz wrażenie, jakby stało się coś złego?
-Nie chcę o tym rozmawiać...Nie teraz...nacieszmy się swoim towarzystwem, dopóki jesteśmy razem, nie wiem, kiedy się jeszcze spotkamy...-Maska mówiąc to, nie patrzyła na mnie, chciała szybko zmienić temat, ciekawe, dlaczego...
Do końca podróży nadal myślałam o swoim śnie...Tak bardzo się zamyśliłam, że nawet nie zauważyłam, że zatrzymaliśmy się na tym samym żwirowym placu, z którego odjeżdżaliśmy dwa tygodnie temu. Wysiadłam, wzięłam swoje rzeczy i stanęłam gdzieś poza tłumem. Po chwili dogoniła mnie Marissa.
-Czekasz na kogoś?-zapytałam
-Nie...a ty?
-Tak, na kuzynkę...czemu jeszcze jej nie ma?-wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na godzinę
-Nie wiem...może korki w mieście?
-Może...
-Jeżeli chcesz, zaczekam z tobą chwilę, aż tak mi się nie spieszy-powiedziała czarnowłosa i uśmiechnęła się
-Dzięki-odrzekłam i odwzajemniłam uśmiech. Tłum powoli się rozchodził, a my nadal stałyśmy. Kira nerwowo spacerowała niedaleko nas.
-Gdzie ta Rachella?-powtarzała co chwilę
-Nie wiem...-odpowiedziałam cicho, do siebie-Co się stało...nie rozumiem...nie wiem...
Najpierw głuchy telefon, potem ten sen, teraz nikt po mnie nie przyjechał...Czy te wszystkie wydarzenia mają jakiś związek? Minęło około dwudziestu minut, wszyscy już poszli, tylko my zostałyśmy na placu.
-Niestety Heather, muszę już iść-powiedziała Marissa, znów wyrywając mnie z zamyślenia.
-To pa...myślę, że się wkrótce spotkamy. Jakbyś kiedyś przyjechała do nas, szukaj mnie na osiedlu w zachodniej części miasta. A który dom jest mój, to każdy ci powie, zapytaj tylko o czternastolatkę z border colliem-po tym przytuliłyśmy się na pożegnanie, a czarnowłosa teleportowała się do siebie.
-No Kira...nie będziemy czekać wiecznie, chodź, przejdziemy przez portal, za daleko, by lecieć-zwróciłam się do psa
-Okej...-Kira usiadła i podniosła przednie łapy do góry. Nakreśliła nimi jakiś wzór, potem złapała coś niewidocznego zębami i szarpnęła mocno. Przed nią pojawiła się dziura jakby wyrwana w jakimś materiale. Wzięłam rzeczy i przeszłyśmy przez portal (nie mogłam wejść jako duch, ponieważ nie przeniosłabym swoich rzeczy, to trochę skomplikowane...). Przeszłyśmy się po świecie duchów przez kilka minut (dopiero po pewnym upływie czasu Kira może otworzyć następny portal, w "naszym" świecie czekać musimy 20 minut, w świecie duchów tylko 10 minut), po czym Kira otworzyła nam przejście prosto do naszego pokoju w domu.
____________________________________________________________________________
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to straszny bałagan, jak po przejściu jakiegoś huraganu. Szafa była przewrócona, po zaśmieconej podłodze walały się ubrania, książki, pluszaki i inne rzeczy, tapeta na ścianach zniszczona, pościel i dywan podarte, pęknięta szyba w oknie, żyrandol ledwie trzymający się na suficie, tylko dziury w ścianie brakowało...Patrząc na to doznałam szoku, aż upuściłam torbę na podłogę. Otrząsnęłam się dopiero po chwili i czym prędzej wczołgałam się pod łóżko. Wyjęłam kilka luźnych desek przymocowanych jedynie dość słabym klejem, odgarnęłam trociny i metalowe wióry, po czym zajrzałam do dziury. Mała, drewniana szkatułka nadal tam była. Leżała nietknięta. Westchnęłam z ulgą...cokolwiek się stało, nikt nie znalazł mojej skrytki. Wsypałam z powrotem wióry, zakryłam deskami i wyszłam spod łóżka.
-Co tu się stało?-zapytała Kira, grzebiąca w porozrzucanych rzeczach.
-Nie wiem...po prostu nie wiem...Rachella!-krzyknęłam nagle i uderzyłam się ręką w czoło-Zupełnie zapomniałam! Chodźmy!
Wybiegłam z pokoju przez wyrwane z zawiasów drzwi. Widok na górnym piętrze przypominał ten w moim pokoju, przez otwarte drzwi łazienki zobaczyłam rozbite lustro, popękaną umywalkę i rozlane kosmetyki, w korytarzu doniczki z roślinami były roztrzaskane, a same rośliny podeptane, część schodów zawalona była gruzem, wszędzie było mnóstwo pyłu i kurzu. Nie wierzyłam w to co się stało, ba, nawet nie wiedziałam, co się stało! Zamiast jak zwykle zjeżdżać po poręczy, zbiegłam po schodach, gdyż ta była rozwalona w kilku miejscach. Gdy byłam już na dole, rozejrzałam się. Pusto. Ani Rachelli, ani Ferraira, a dom wygląda jakby przetrwał wojnę. W salonie kanapa przewrócona do tyłu, na podłodze kawałki szyby wyrwanej z przeszklonej szafki, telewizor leży po drugiej stronie pokoju, z zasłon zostały nadpalone strzępki. W kuchni nie lepiej, stół wywrócony do góry nogami, przewrócone urządzenia takie jak czajnik czy mikrofalówka, otwarty zamrażalnik, z którego wycieka woda...Stałam na środku przedpokoju, zszokowana. Kira kręciła się po domu, szukając czegoś lub kogoś...W końcu ruszyłam w stronę wyjścia i wybiegłam na ulicę. Przez chwilę nie mogłam oddychać, byłam w tak ciężkim szoku. Budynki rozwalone, wszędzie gruz, gdzieniegdzie pojedyncze płomienie, połamane drzewa i płoty...a najważniejsze to, że nie ma ludzi. Ani sąsiada w ogrodzie, ani biegających dzieciaków, nikogo. A to tylko tutaj, na naszej dzielnicy. Gdy Kira przyszła do mnie, spojrzała na mnie i już wiedziała, co chcę zrobić. Przykucnęłam i złapałam ją za obrożę.
-Kira...wiesz, gdzie lecieć...
-Jasne-powiedziała i kiwnęła głową. Potem zobaczyłam jakieś światło, ziemia pode mną zniknęła, znajdowałam się w ciemnej przestrzeni. Trwało to ułamek sekundy, po tym czasie znów poczułam grunt pod stopami, a moim oczom ukazał się widok podobny do poprzedniego. Teleportowałyśmy się do centrum. Wstałam i rozejrzałam się. Nie poznałam własnego miasta...wyglądało jak po nalocie bombowym. Opuszczona, zapomniana ruina...
-To się nie dzieje...to się nie dzieje!!!-wykrzyczałam ze łzami w oczach, patrząc na zniszczone budynki. Przez głowę przeszła mi jedna myśl: przyjaciele. Bez dłuższego zastanowienia pognałam przed siebie, a Kira za mną. Zatrzymałam się przed jakimś domem. Weszłam do środka. Nie zdziwiło mnie, że w środku zastałam taki bałagan jak w swoim domu...Sprawdziłam parter, wyższe piętro, poddasze, piwnicę...nikogo nie było. Wybiegłam na zewnątrz i poszłam w stronę domów pozostałej dwójki. Zastałam to samo. W końcu bezradnie stanęłam na środku ulicy. Nogi się pode mną ugięły, uklękłam, ukryłam twarz w dłoniach i rozpłakałam się. Czułam dziwną pustkę...straciłam wszystko co miałam...przyjaciół, kuzynkę, nawet miasto...
-Zostałyśmy same Kira...-wyszeptałam do psa siedzącego obok mnie-Całkiem same...
-Będzie dobrze...-odpowiedziała borderka i przytuliła się do mnie
Tkwiłyśmy tak w tej wszechobecnej ciszy. Nagle przerwało ją ciche miauknięcie. Podniosłam głowę i spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam jakiś ruch przy oderwanym kawałku ściany. Wstałyśmy i pobiegłyśmy w tamtą stronę. Kira wskoczyła za przeszkodę i wyjęła stamtąd brudnego i przestraszonego, trójkolorowego kotka. Wzięłam go na ręce i usiadłam na niskim murku przy jakimś domu.
-Mam dziwne wrażenie, że znam tego kota-rzekła Kira
-Ja też...-odpowiedziałam. Zobaczyłam, że zwierzak ma obrożę. Spojrzałam na nią i zobaczyłam wygrawerowany napis "Beleza".
-To nie jest jakiś tam przypadkowy kot...To nasza Beleza!
-Ty patrz no...znalazłyśmy dziewczynę Ferraira! Ale numer!
-To nie my znalazłyśmy ją...to ona znalazła nas-powiedziałam cicho i przytuliłam kotkę-Chodź Kira, wracajmy do domu, nie ma sensu sterczeć tak na ulicy i czekać na nie wiadomo jaki cud...-wstałam i poszłam powoli w stronę naszej dzielnicy lub tego, co z niej zostało. Nagle niebo przecięła błyskawica. Spojrzałam w górę. Nad nami przeleciał smok i upuścił coś. Pies podskoczył i złapał przedmiot. Był to "Widmokrąg", tygodnik dla różnych magicznych istot. Prenumeruję go. Posadziłam Belezę na ziemi, wzięłam gazetę od Kiry i rozwinęłam. Tytuł na pierwszej stronie głosił "Seria tajemniczych wydarzeń. Ruiny, zniknięcia, a co potem?". Zaczęłam czytać artykuł.
"No właśnie, co potem? To pytanie zadaje sobie co trzeci czytelnik "Widmokręgu". Oczywiście ci, którzy nie zniknęli w dziwnych okolicznościach. Kilka dni temu dostaliśmy zgłoszenia o masowych zaginięciach i zrujnowanych miastach, między innymi w Ameryce Północnej, Azji i Europie. Większość miejscowości zamieszkiwana była przez same magiczne istoty lub przez nie i ludzi, były również przypadki zniszczenia ludzkich miast. Z informacji przekazanych nam przez osoby trzecie wiemy, że mieszkańcy zniknęli, część została zabita, inni zaś uciekli i być może przetrwali a teraz gdzieś się ukrywają. Nie znamy jednak dokładnej przyczyny tych wydarzeń. Prawdopodobnie stoją za tym złe istoty, sługi szatana lub coś jeszcze gorszego...To, co pisaliśmy dwa tygodnie temu to jednak nie plotka, to prawda...Puszka Pandory została otwarta. Otwarta przez nieświadomego niczego człowieka. Wszelkie zło ukryte w puszce wydostało się do naszego świata, a to będące już wśród nas urosło w siłę...Mamy też jeszcze jedną ważną informację. Niejaki Deval Stanger, podejrzewany już wiele razy o popełnienie różnych przestępstw, w tym zabójstw, pokazał, jak bardzo gardzi tym co dobre i sprzedał swoją duszę diabłu. Spodziewaliśmy się tego już dłuższy czas, ale jest gorzej, niż przewidywaliśmy. Wykorzystał to, że ktoś otworzył Puszkę Pandory i zaczął zbierać swą armię demonów i potworów. Diabeł ma nad nim całkowitą kontrolę, dawnego Devala już nie ma, a ta niewielka cząstka dobra w nim zniknęła bezpowrotnie, Szatan zniszczył ją tak jak pozbył się wielu z nas. Stanger nie panuje już nas sobą i stał się marionetką. Marionetką stojącą na czele potężnej armii. Nie jesteśmy pewni, czy to on sieje takie zniszczenia, czy ktoś inny, ale jedno jest pewne: musimy być czujni. Nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakuje...musimy spodziewać się niespodziewanego...Poniżej prezentujemy listę zniszczonych miast i wsi, w kolejności alfabetycznej, podzielonej na kontynenty i państwa. Znajdziecie również przypuszczalną liczbę ocalonych."
Skończyłam czytać artykuł i przeszłam na spis miejscowości. Zatrzymałam się na swojej, była prawie na początku. Był przy niej dopisek "Ocalonych: ?". Opuściłam rękę z gazetą na dół, drugą pokazałam zwierzakom, że idziemy dalej. Po krótkim spacerze weszłam do naszego domu, poszłam do kuchni. Rzuciłam gazetę na blat, postawiłam stół i krzesła, a obrus leżący na podłodze wytrzepałam i rozłożyłam na stole. Zwróciłam się do Kiry:
-Jakiś czas tu zostaniemy...spróbujemy doprowadzić dom do względnego porządku, a potem...potem wymyślę, co dalej...Na pewno musimy wykąpać Belezę, bo wygląda, jakby ktoś ją wrzucił do ścieku.
Ruszyłyśmy do łazienki, nalałam trochę wody do popękanej wanny (dziwne, że instalacja hydrauliczna działała) i włożyłam do niej kotkę. Pod koniec wszystkie byłyśmy mokre, te kilkanaście minut to był chyba najweselszy moment w tym dniu. Już do wieczora utrzymałyśmy w miarę wesołą atmosferę. Prąd był, więc włączyłyśmy sobie telewizję. Sprzątałyśmy razem dom. Ja ustawiałam meble, Kira zamiatała kurz i zbierała gruz, a Beleza pomagała w podawaniu rzeczy. Gdy zrobiło się całkiem ciemno na zewnątrz, salon, kuchnia i mój pokój były już doprowadzone do porządku, a my zrobiłyśmy sobie przerwę i usiadłyśmy na kanapie, by obejrzeć film. Brakowało nam naszych przyjaciół, Rachelli i Ferraira, ale jakoś dawałyśmy sobie radę przez następne trzy dni. Uprzątnęłyśmy cały dom, razem z ogrodem, pospacerowałyśmy po opustoszałym mieście, nawet "zrobiłyśmy zakupy". Wyglądało to tak, że weszłyśmy do sklepu, pozbierałyśmy to co chcemy wziąć i wyszłyśmy (ale i tam musiałam zostawić trochę drobnych w kasie, żeby było w miarę uczciwie). Czwartego dnia rano zaczęłam się pakować. Wśród zabranych rzeczy były: latarka i zapasowe baterie, podręczny generator prądu (Bóg wie skąd go Rachella miała), apteczka, telefon komórkowy z ładowarką, szkicownik (plus pamiętnik plus album na zdjęcia), trochę sprzętu na duchy (to jest ważne dla łowcy!) w tym moja ulubiona mini pułapka (wygląda jak mały, metalowy sześcian, wielkości kostki Rubika), duży kilkuosobowy namiot, śpiwór, poduszkę, kilka ubrań na wypadek nagłej zmiany pogody, pieniądze i parę innych rzeczy. Schowałam wszystko do turystycznego plecaka (jak to się tam zmieściło, to nie wiem) i zeszłam na dół. Zrobiłam szybko jakieś śniadanie dla naszej trójki (Kira nie musi jeść, ale jak jej nic nie dam, to będzie trudna do wytrzymania, ona chce być jak normalny pies, co jej świetnie wychodzi), wepchnęłam jeszcze jedzenie do plecaka (i do swojej torebki i do małego plecaka, który będzie niosła Kira) i poszłam do salonu. Postawiłam wszystko na kanapę i wróciłam do pokoju. Otworzyłam szafę, odsunęłam deskę, która służyła za tylną ściankę. Za nią jednak znajdowała się jeszcze jedna ścianka i przyczepiona do niej moja broń. Kosa. Wyjęłam ją i spojrzałam na ostrze. Zobaczyłam swoje odbicie. Odbicie brązowowłosej dziewczyny o niebieskich oczach, lekko uśmiechającej się do siebie. Zeszłam na dół, założyłam plecak na plecy i pomogłam Kirze założyć jej. Spojrzała na mnie.
-Bierzesz kosę?-zapytała
-Tak...może się przydać, gdy nie będę mogła użyć swojej mocy...
-Okej. To co? Idziemy, nie?
-Mhm-mruknęłam i poszłam w stronę drzwi, po drodze zdejmując mały kluczyk z wieszaka. Jeszcze przed opuszczeniem miasta musiałam zrobić jedno. Otworzyłam kluczem metalową skrzynkę niedaleko drzwi i przestawiłam przełącznik z pozycji "Off" na "On". Szybko wyszłam na ulicę i ostatni raz popatrzyłam na nasz dom, otoczony teraz magiczną tarczą, chroniacą przez duchami, widmami i niektórymi demonami (ogółem istotami niematerialnymi). Westchnęłam, otarłam rękawem bluzki łzy ściekające mi po policzkach i ruszyłam powoli chodnikiem, najpierw w stronę domów przyjaciół, a gdy zrobiłam to, co chciałam zrobić (uruchomić ochronną tarczę we wszystkich domach), poszłam już w inną stronę, żeby wyjść z miasta. Po kilkunastu minutach zobaczyłam tabliczkę z przekreśloną nazwą miasta. Zatrzymałam się przy niej i oparłam się o nią, patrząc w stronę słońca, znajdującego się jeszcze dość nisko nad horyzontem. Ruszyłam dalej. Zatrzymałyśmy się po około trzech godzinach, by coś zjeść i odpocząć. Usiadłyśmy gdzieś w polu, wyjęłam nam coś z plecaka, sama zaś wzięłam gazetę, długopis i zaczęłam rozwiązywać krzyżówkę. Beleza dorwała jakąś mysz, Kira zaś biegała za piłką, którą jej rzucałam co jakiś czas. Po około pół godziny kontynuowałyśmy wędrówkę. Po drodze zmuszona byłam stanąć do walki z jakimś stworem na obrzeżach wsi, więc zrobiłam wreszcie użytek z kosy. Nic nie stanęło mi już na przeszkodzie. W wiosce poszłyśmy do pubu na na kolację i do kiosku, by kupić jakąś gazetę i zobaczyć, czy ludzie też zauważyli, że coś się dzieje. Ściemniało się już, ale szłyśmy dalej. Dotarłyśmy do jakiegoś niewielkiego zagajnika kilka kilometrów za wsią. Usiadłam na przewróconym drzewie. Rozpaliłam ognisko i wyjęłam z plecaka paczkę pianek. Odłamałam każdej z nas po gałązce i nadziałam na nie po piance. Ja, Kira i Beleza usiadłyśmy wokół ogniska.
-Tutaj przeczekamy noc-powiedziałam do zwierzaków-Rano ruszymy dalej...
Porozmawiałyśmy chwilę, potem Beleza zwinęła się w kłębek obok Kiry i obie zasnęły. Wyjęłam śpiwór i rozłożyłam go obok nich. Miałam już kłaść się spać i zagaszać ognisko. Nagle zobaczyłam dążącą do mnie zakapturzoną postać. Cofnęłam się, mocnej ściskając kosę w rękach. Sylwetka coraz szybciej się do mnie zbliżała...Kiedy zdjęła kaptur rozpoznałam...
Yes! Yes! Yes! Nareszcie skończyłam pisać pierwszy rozdział!!! Strasznie się cieszę!!! :dummy:
Dobra, wy pewnie nawet nie wiecie, co to jest XD Pewnie i tak nie wytrwacie do końca, to strasznie długie (no, Hermi się rozpisała, chyba pierwszy raz w życiu XD)
"Invicto" to opowieść pisana na przemian przeze mnie i ~Carino66(wszystko będziemy wrzucać do mnie), o naszych postaciach, Heather i Marissie, widziane z ich perspektywy. Tu macie prolog:

Minęły dni spokoju, rozpoczął się prawdziwy chaos. Zło z każdym dniem rośnie w siłę i stanowi coraz większe zagrożenie. Niewielu wie, jak się przed tym obronić, jak przetrwać, ale jest ktoś, kto może pokonać zło, ale jeszcze o tym nie wie. Są to Heather i Marissa, dwie z wyglądu normalne nastolatki. Poznają się na obozie letnim. Po powrocie zastają swoje miasta w ruinie, nigdzie nikogo nie ma, wszyscy mieszkańcy zniknęli. Wyruszają więc w drogę, by dowiedzieć się, co się stało, odnaleźć mieszkańców, rodzinę i przyjaciół...oraz stanąć do walki ze złem. Ich droga będzie kręta i trudna, natkną się na wiele pułapek, ale Kariel i Jennifer pomogą im, gdy będzie to potrzebne...Nastolatki poznają swoją mroczną stronę, zmierzą się z różnymi potworami, poznają nawzajem swoją przeszłość, zamienią się rolami, zagubią w czasie...i jeszcze więcej...Zrobią wszystko, by pokonać zło i uratować tych, na którym im zależy...więc nie na darmo zostały nazwane "Invicto" co oznacza w ukrytym języku "Niepokonane"

Z tego wynika mniej więcej, o co chodzi w całym opowiadaniu. Mam nadzieję, że znajdą się tacy, którzy z niecierpliwością będą czekali na kolejne rozdziały :D Na razie zostawiam was z tym, poczytajcie sobie ;)

Part writed by ~HermiTheHusky
Invicto (c) ~HermiTheHusky and ~Carino66
Add a Comment:
 
:iconagraellps:
AgraelLPS Featured By Owner Jul 10, 2013  Hobbyist Digital Artist
Dobra...czytam :XD:
"Jak się siedzi do trzeciej w nocy i gra na konsoli, a potem wstaje o siódmej...pewnie znacie to uczucie"-SZCZERA PRAWDA ;w;
"I nadal nie przeszłam do tematu, jak to ja."-Też to znam xD
"Czas reakcji...trzy sekundy"-To Ferair ma zegarek?o3o Czy patrzył na zegar ścienny?xD
"Wiesz, "ciuchy, buty, makijaż i chłopaki"..."-Tak,te to gadają w ten sposób:"Bla bla ciuchy,bla bla włosy,bla bla chłopcy,bla bla idol,bla bla"xDD
"Kilka paczek żelków, butelkę oranżady, dwie paczki chipsów, czekoladę, puszkę solonych orzeszków, wodę mineralną i bitą śmietanę"-NIE TORTURUJ MNIE XDDD To jeszcze większa tortura niż jak wtedy gdy brat zatrzymał TV na MiniMini gdzie leciało MLP:FIM xDD
"Grzywka ze zmienionym kolorem pasemek zakrywa mi prawe oko (prawie pół twarzy, tak po ukosie)."-Haha,uwielbiam taką fryzurę,mam podobną x3
"[...]rękawiczki bez palców i glany."-Glany jako duch?Dobra,pewnie ma nogi,ale wybacz,że wyobrażam ją sobie jako ducha beznogiego,za to z kłębką dymu za nią łażącą xD
"Wyciągnęłam w jego kierunku rękę, z której wystrzelił zielony promień, trafiając ptaka, który zdezorientowany wykonał jakąś akrobację w powietrzu i spadł na ziemię."-Heather,nie torturuj biednych ptaszków =w=
"[...]ktoś dyndał na suficie[...]"-kolejne znajome zachowanie xDDD
"Zamiast jak zwykle zjeżdżać po poręczy, zbiegłam po schodach, gdyż ta była rozwalona w kilku miejscach."-A to akurat trochę dziwne,zazwyczaj jest odwrotnie,bo schody się łatwiej psują o3o
"Pod koniec wszystkie byłyśmy mokre, te kilkanaście minut to był chyba najweselszy moment w tym dniu."-Hahahaha xDDD Jakoś w to nie wierzę,bo pamiętam,jak nasza Leila znalazła się po 3 miesiącach i mama musiała ją kąpać...Była cała podrapana i wcale jej do śmiechu nie było x'D
"[...]nawet "zrobiłyśmy zakupy". Wyglądało to tak, że weszłyśmy do sklepu, pozbierałyśmy to co chcemy wziąć i wyszłyśmy (ale i tam musiałam zostawić trochę drobnych w kasie, żeby było w miarę uczciwie)."-Ja chcę takie zakupyyy!!!Wybrałabym wszystkie pizze,lasagne,flaczki i inne pyszności,czekoladę,kakao,jogurty,no,wszystko!...Oprócz sera,ketchupu i innych świństw xD
"Wygląda jak mały, metalowy sześcian, wielkości kostki Rubika"-Heh,już wiem,że o to ci chodziło: [link] Co nie?:la:
"[...]i ostatni raz popatrzyłam na nasz dom, otoczony teraz magiczną tarczą, chroniącą przez duchami, widmami i niektórymi demonami"-teraz skojarzyło mi się z "Bezimienną" Hanri Magali o3o'' [Jakiś czas temu czytałam po raz 3,ale tym razem mi się jakoś dziwnie bardziej spodobała xD]
Dobra,to teraz tak:chciałaś krytyki to masz xD
Bardzo fajnie napisane,jednak najlepsza jesteś w fabule,gdybyś napisała książkę,zapewne porwałaby mnie bez reszty,jak o to chodzi =D Jak chodzi o inne rzeczy,to lekko mogłabyś się jeszcze trochę poprawić formułowaniu zdań,bo niektóre zdania mogłabyś sformułować inaczej,by "nie psuły" klimatu,np."Mam ją już od dziewięciu lat, w tym od sześciu jest duchem...resztę potem"-zamiast "resztę potem" bardziej pasowałoby raczej "ale o tym opowiem wam kiedy indziej,czy coś w tym stylu =D Jest też parę błędów interpunkcyjnych na początku,ale pewnie po prostu zapomniałaś o paru kropkach i przecinkach,a to się każdemu zdarza ;P
Albo coś w stylu "Zdam okazję"-być może i jest to zdanie poprawne gramatycznie,ale w takim razie ja nie znam jego znaczenia xD
Za to w scenie po obudzeniu Heather,gdzie Maska prosi ją o opisanie snu,mogłaś napisać mniej-więcej tak:
"-Opowiedz, co się działo...jeżeli chcesz-powiedziała Maska.
-Dobra...-i streściłam jej koszmar ze wszystkimi szczegółami.Marissa przez chwilę myślała,w końcu zapytała:
-Miałaś wcześniej już taki sen?"
Proste?Proste =D Mniej pisania,mniej czytania i brzmi lepiej ;P
Co do reszty,to naprawdę świetna-całość,choć jak mam wskazać najlepszą część,to wybrałabym tą,gdzie Heather wróciła do domu i zobaczyła ten cały bajzel,fajnie ci wyszedł również ten artykuł =D
Ogółem super,naprawdę fajnie się czyta ;-3
Reply
:iconhermithehusky:
HermiTheHusky Featured By Owner Jul 10, 2013  Hobbyist Digital Artist
To chyba najdłuuuuuuuuuuuuższy komentarz jaki dostałam o3o
Dzięki za ocenę i krytykę, faktycznie parę rzeczy można poprawić, ale wtedy o tym nie myślałam, i koleżanka męczyła mnie, by w końcu wstawić XD
Na serio wielkie dziękiiiiii :iconsupertighthugplz:
Tak, to granie to szczera prawda, nie chodzi o tę kostkę z Cubemote Project, tak, Heather nosi glany ouo, tak, ma grzywkę na pół twarzy XD (ja też mam, ale na całą XDDDDD) itd. itp. długaśny koment XD
Reply
:iconagraellps:
AgraelLPS Featured By Owner Jul 11, 2013  Hobbyist Digital Artist
I to chyba najdłuuuuuuuuższy komentarz jaki napisałam xD
Haha,nic się nie stało,każdy popełnia błędy,a całe opowiadanie jest fantastyczne ;-D
Nmzc :iconbrohugplz:
xD
Reply
:iconhermithehusky:
HermiTheHusky Featured By Owner Jul 11, 2013  Hobbyist Digital Artist
Jeszcze raz wielkie dzięki :hug:
Jesteś moim krytyko-guru *pokłon*
Reply
:iconagraellps:
AgraelLPS Featured By Owner Jul 11, 2013  Hobbyist Digital Artist
Nie ma za co ^w^ Naprawdę się cieszę,że ci tak pomogłam ;-D
Reply
:iconagraellps:
AgraelLPS Featured By Owner Jul 10, 2013  Hobbyist Digital Artist
O ja,to chyba mój najdłuższy kom x'DDD
Reply
:iconcarino66:
Carino66 Featured By Owner Jul 9, 2013  Hobbyist Writer
Eee.. kiedy wrzucisz mój rozdział? Dałam ci go przecież dawno temu.
Reply
:iconhermithehusky:
HermiTheHusky Featured By Owner Jul 9, 2013  Hobbyist Digital Artist
Wrzuciłam już daaawno no :saddummy:
Tu jest [link]
Reply
:iconcarino66:
Carino66 Featured By Owner Jul 12, 2013  Hobbyist Writer
Spoko, nie było w folderze XD A kiedy trzecia?
Reply
:iconhermithehusky:
HermiTheHusky Featured By Owner Jul 12, 2013  Hobbyist Digital Artist
A nie wiem, coś nie mam weny na pisanie tego ;-;
Mam nowy projekt, czyli Lost in Minecraft, a to akurat nawet więcej osób czyta ;_;
Reply
Add a Comment: